You Are Here: Home » Donosy » Speed na Karpathos – Kuba Kaczmarek relacja

Speed na Karpathos – Kuba Kaczmarek relacja

Speed na Karpathos – Kuba Kaczmarek relacja

Jestem świeżo po powrocie z Karpatos. Cała przygoda związana z Karpatos zaczęła się od Maćka Kapuścińskiego i jego Wavecamp’em, który mi zaproponował pracę na jego obozach. Co do samego miejsca do pływania to są trzy główne zatoki – Chicken Bay, Gun Bay i Devils Bay.

Na Chickenie zazwyczaj pływają osoby początkujące ze względu na sprzyjające warunki (bardzo podobna do Zatoki Puckiej – płytka woda – tylko troszkę inny kolor no i inna temperatura). Później jest Gun Bay, na którym już jest trudniej. Duży czop – super do nauki pierwszych skoków na dwóch halsach, mocne szkwały no i bez startu z wody oraz umiejętności dobrego halsowania może być ciężko. Na samym końcu jest Devil’s Bay – zatoka z najbardziej równym i najsilniejszym wiatrem. I to właśnie w Devil’s Bay rozgrywały się do 2009 roku zawody speedsurfingu. To też miejsce, gdzie osobiście próbowałem swoich sił w wyciąganiu mojego Vmax.

Na dobrą sprawę wszystko zaczęło się jeszcze przed wyjazdem na Karpatos gdzie wiedziałem, że potrzebuję wąską deskę, fina i żagiel ok 5.5 metra. Cel był jeden – przebić 40kts 2sec. Żagiel udało się szybko ogarnąć – dzięki Maggol! Statecznik 25cm zawdzięczam TheVirus i Michałowi Aftowiczowi – którzy mi go zrobili. Dechę znalazłem na zapleczu w bazie juz na Karpathos, więc przekonany, że będzie możliwość pożyczenia, czekałem na pierwszą mocną prognozę (na dobrą sprawę nie musiałem zbyt długo czekać). Jednak wtedy okazało się, że dechy pożyczyć nie mogę, ponieważ baza jest nieczynna – wiało ok 40-45 kts. Więc początkowo, nie mając speedowki, próbowałem swoich sił w Chicken Bay na swoim sprzęcie IS 96L i 5.5 ale wyniki nie były zadowalające. W końcu jedząc kolacyjkę w pobliskiej restauracji okazało się, że właściciel ma dechę której potrzebuję – 62l Missile 49cm szerokości. Pogadałem, zapytałem i dostałem dechę na 1,5 miesiąca. I się zaczęło…

Początkowo myślałem, że wystarczy się po prostu zapiąć, napiąć i już. Okazało się jednak, że przez pierwsze 3-4 próby uczyłem się spotu – skąd startować, dokąd dojeżdżać i gdzie zacząć odpadać. Bo wbrew pozorom, spot jest dość trudny do bicia rekordów – krótka prosta która kończy się skałami i przy brzegu super nierówny wiatr. Po paru rozmowach i podpatrzeniu lokalnych speedsurferów (którzy mówili tylko, że w sumie to loteria z biciem prędkości, bo albo się uda zabrać z dobrym długim szkwałem albo nie) zaczęło się mi to wszystko składać do kupy. Pierwsze przebicie 70km/h było tak samo wspaniałe jak ustanie pierwszego speedloopa. Ale cały czas z tyłu głowy miałem to, że cel był jeden – przebić 40kts.

Z próby na próbę, mimo wsparcia praktycznie wszystkich moich wavecampowych kursantów po przebiciu 70km/h nic się nie zmieniało, wyniki były cały czas w okolicach 70-72 km/h. Aż w końcu przyszedł czas na oddanie dechy (tydzień przed moim wyjazdem) więc no cóż ostatnia próba i dość spore rozczarowanie bo wykręciłem tylko 71 km/h. Pogodzony już z tym, że w tym roku mi się nie udało ale i trochę zły na siebie przyszedł do mnie Sokrates, który wcisnął mi dechę i powiedział, że jutro jest prognoza i mam spróbować (była to ostatnia mocna prognoza przed moim wyjazdem). Wziąłem, pobiegłem z gratami na devilsa. (hahaha tak tak… wiem, że jak będziecie to czytać to niczym jakieś lovestory z happy endem) ale w sumie dokładnie tak to wyglądało – stwierdziłem że ryzykuje na maxa bo już nic do stracenia nie ma. Pierwsze 3 przejazdy wyglądały obiecująco około 69-71km/h i 4 przejazd był tym rekordowym. Zabrałem się z mega mocnym szkwałem od samego początku, a pod koniec prostej jeszcze mocniej przywiało co w sumie przyprawiło mnie prawie o kupę w majtkach, bo skały były stanowczo za blisko jak się zatrzymałem :P. Ale patrze na zegarek i już wiedziałem, że z czystym sumieniem mogę oddać deskę i umyć sprzęt – zobaczyłem tam piękną liczbę 40,5 kts.

Podsumowując moje lovestory z happy endem przeżyłem mega chwile próbując przebić swój PB i serio zachęcam wszystkich, żeby kiedyś spróbowali speedsurfingu bo prędkość mocno uzależnia. A co do samej wyspy, każdy windsurfer na każdym poziomie znajdzie coś dla siebie, od przyjemnego Chicken Bay do silnowiatrowego Devil’s Bay. No i co jest ogromnym plusem to wiatr, o który nie trzeba się martwić (będąc tam przez dwa miesiące nie wiało może 4 dni a drugie tyle wiało słabo czyli na żagle 6.6-7.3).

Kuba Kaczmarek

Leave a Comment

© 2004-2015 Windclub.pl

Scroll to top